20080307

[lust, caution]

Nieczęsto zdarza się, by kluczem do odbioru filmu był jego tytuł. „Ostrożnie, pożądanie” jest takim właśnie nieczęstym filmem. „Ostrożnie” czytane jako wyczucie tempa i stylu, jako zachowanie zasady decorum. Ang Lee opowiada ze wszech miar stylową, szlachetną historię pewnego uczucia (wątek romansowy), które skazane jest na porażkę. Nie czas na miłość (wątek patriotyczny). A więc klasyczny film szpiegowski osnuty wokół romansu szpieg-kolaborant? Nie tylko, bo jest i „pożądanie”, które poza przyczajoną potencją uczucia kryje w sobie też napięcie patriotycznego uniesienia, a w najszerszym pojęciu oznacza ogromny ładunek emocjonalnego ciśnienia, którym podszyty jest obraz Anga Lee. Film-dynamit. „Pożądanie” wciska się jękiem zmysłowej rozkoszy w stylowość „ostrożnie”, zapalając iskrę pod scenerią kamuflażu, pozorności spokoju. Film-powieść, klasycznie nudnawy i klasycznie wsysający.



[Quasi-role]

Znacząca w tym obrazie jest konfiguracja typów ludzkich ról, jakie od wieków pojawiają się w utworach literackich, scenicznych i wreszcie – filmach, jako topoi, miejsca wspólne świadomości zbiorowej. W „Lust, caution” występują nieszczęśni kochankowie (ten układ klaruje się na końcu), kolaboranci, patrioci-opozycjoniści, kółko samotnych żon bogatych mężów. Jest wreszcie dominujący tu topos parzystej relacji kat-ofiara. Żaden z nich nie będzie jasny i trwały. Patrioci, walczący w imię szlachetnej idei „Chiny nie zginą”, będą mordować, zafascynowani i przerażeni inicjacyjnym aktem zbrodni. Aktorzy dialogu kat-ofiara będą zamieniać się rolami, co z całą ostrością zilustrowane zostanie w scenach erotycznych, przenikniętych zadawanym przez obie strony na przemian bólem i rozkoszą. Wielopiętrowy, poharatany, zabarwiony zarazem żądzą i niechęcią układ między głównymi bohaterami filmu (Wong i Yee) znajduje swoje odbicie w scenach z pogranicza pornografii. „Nienawidzę cię” – mówi Wong, by po chwili z prawdziwą pasją oddać się sado-pieszczotom Yee.



[Pierścionek]

„boję się z nim wyjść na ulicę” „jesteś ze mną”
„idź, teraz”

Scena u jubilera, najmocniejsza ze scen filmu, w której maski na moment opadają, jedyna, w której aktorzy wychodzą z ról. Okazuje się, że oprawca potrafi kochać, a śliczna Wong, której przypisano rolę szpiega wydającego na śmierć, puszcza swego kata i zarazem ofiarę wolno. Powraca do marzeń o uczuciu sprzed czasu przybrania nie-swojej postaci. Na ten jeden moment unosi się kurtyna kamuflażu. Mamy przed sobą dwoje ludzi, którzy naprawdę pokochali. Jednak wolno im tylko przez chwilę. Zanim on ucieknie przed wyrokiem śmierci, a ona wyrok śmierci otrzyma.



[Ona i on – fatum?]

Dla odkodowania filmu konieczne jest postawienie pytania o motywacje. Czy bohaterowie determinowani są przymusem wewnętrznym? Czy może reguły gry ustala jakaś fatalna siła?

Wong wchodzi w rolę Mak Tai Tai dwukrotnie, choć już pierwsze przeistoczenie zakończyło się tragicznie, bo sprofanowaną utratą niewinności, deziluzją. Wong jednak podejmuje wyzwanie – bo nie ma lepszej alternatywy, nie ma dla kogo, po co i dokąd żyć, bo nie ma szans na wyrwanie się z macek biedy i upokorzenia, z okopów wojny i okupacji. Na tę motywację składa się i postawa nieobecnego ojca, i pasywność Kuanga, kolegi ze studiów, pomysłodawcy tej „walki z wrogiem narodu”, w której główną rolę gra Wong. Kiedy Kuang deklaruje uczucie, jest już za późno („trzeba było to zrobić 3 lata temu”). Na podjęcie decyzji o zagraniu Mak wpłynie też coś jeszcze – siła z zewnątrz. Taka, a nie inna rola przypadła Wong w życiowej dramie; i Wong wygra ja do końca. Nie połknie tabletki śmierci.

Yee. Urodzony, by ranić, maltretować, zabijać. I by wytrwać, będąc ranionym. Taka jest jego rola – być „łopatą i zranionym przez łopatę kretem” („Różewicz” Miłosz). W ostatniej scenie z udziałem Yee widzimy w lustrze odbicie łóżka: białej, zgniecionej ciężarem Yee pościeli, na której przed chwilą siedział, a na którą teraz pada jego cień – tragiczna metafora samostracenia sprzężonego z niefortunnym losem.

W obrazie Anga Lee widzieć można tylko historię człowieka skazanego na przegraną w walce z nieokreśloną siłą zewnętrzną, człowieka zaplątanego w nieprzezwyciężalny konwenans. Ale można też dojrzeć niedorzeczną wiarę w miłość, która, mówiąc Świetlickim, „jednak jest. tak”(„Państwo von Kleist”). Nie ma jednoznacznego triumfu – Erosa nad Tanatosem czy odwrotnie. Jest za to skandal cierpienia, absurd śmierci, niemożliwość miłości, w wielowymiarowym świecie braku prostych rozwiązań. „Lust, caution” nie jest więc opowieścią o przegranych, tylko raczej o TYM. „Ponieważ TO oznacza natknięcie na kamienny mur/ i zrozumienie, że ten mur nie ustąpi żadnym naszym błaganiom” ("TO" Miłosz).

2 komentarze:

skrzpczk pisze...

uuuuuuu. jako administrator przepraszam za wykasowanie komentarzy i małe zamieszanie...

Anonimowy pisze...

Marcin, czy Ty masz jakieś semickie ukierunkowanie językowe, ze postanowiłeś nie pisać samogłosek w nazwisku?